Łapacze snów (2)

Etap kolejny: szlifowanie. Oklejam palce (podczas szlifowania najłatwiej się zranić, a ponieważ woda znieczula można naprawdę solidnie poharatać sobie palce), ustawiam szlifierkę (bez niej witraż nie mógłby powstać), nakładam maskę ochronną na twarz (BHP na tym etapie to podstawa) i przystępują do szlifowania. Elementów, szczególnie w łapaczu „kwiatowym: jest niewiele, ale trudność kryje się w tym co każdy z nas przeżył w gabinecie dentystycznym. Dentysta twierdzi, że wypełnienie gotowe, a my czujemy, że coś nie pasuje i szczęka nie układa się tak jak powinna. Podobnie jest ze szlifowaniem: jeszcze tu i jeszcze tam, a wciąż należy pamiętać, że „patyczek da się pocienić, ale nie pogrubić”.

Koniec końców udało mi się oszlifować elementy do obu witraży.

Wybrałam także szkiełka do przyozdobienia łapacza: do „kwiatowego” zielone, które mają przywodzić na myśl liście, zaś do „kociego” niebieskie, bo… będą ładnie kontrastować, no i dlatego, że kocham ten kolor;)

łapacze snów szlifowanie

Przede mną umycie wszystkich elementów, oklejenie i zlutowanie….