Po deszczu zawsze pojawia się słońce, a wraz z nim na niebie – przy sprzyjających warunkach – pojawia się i tęcza.
Nie wiem jak Wy, ale dla mnie to taki dobry znak.
Kiedy ją widzę to na moich ustach pojawia się uśmiech.
Pamiętam wiele z nich, okoliczności i ludzi, którzy mi wtedy towarzyszyli.
Często moje myśli wędrują wraz z tęczą na drugi jej koniec i wysyłam wtedy dobre myśli w kierunku moich przyjaciół.
Pamiętam jedną z moich podróży.
Z moją lepszą połówką jechaliśmy przez Włochy.
Uciekaliśmy spod Gran Sasso, a potem z Monte Sibillini (przepiękne miejsca, które gorąco polecam) przed deszczem.
Było wrzesień, a nam przez kilka godzin towarzyszyła tęcza (a właściwie kilka tęcz).
Obrazki jak z kiczowatego zdjęcia, ale było cudownie…
A więc słowo się rzekło… tęcza na niebie (i nie tylko):
Tym razem pod tęczą pojawił się też jednorożec.
Nie jest bardzo dosłowny, ale jaki może być jednorożec?
Utkany jest z marzeń i wiary weń..
Kocham kolory, więc pewnie wariacje na temat tęczy i jednorożców będzie powracał.
A jak Wam się podobają te mydełka?
Piszcie na info@wolniodnudy.pl, albo kontaktujcie się ze mną przez FB.
A tęcza zaklęła jeszcze jedno stworzonko, ale pokażę Wam je za tydzień.