Kalendarz adwentowy: Dzień 4; Prezent dla mola książkowego

Książki… kiedyś wydawało mi się, że jest to prezent idealny.

Dzisiaj uznaję, że to super prezent, ale w tym przypadku na prawdę dobrze należy znać gust osoby, której chcecie książkę sprezentować.

Rzecz jest o tyle skomplikowana, że wśród moli książkowych mamy czytelników:

  • wersji papierowych,
  • wersji elektronicznych,
  • audiobooków,
  • abonentów, któreś z elektronicznych wypożyczalni.

Z tymi pierwszymi sprawa jest jasna, bo kupujemy książkę. Jaką? To za chwilę, bo kwestia ta dotyczy dowolnego mola książkowego.

Tym, którzy czytają wersje elektroniczne (sama zaliczam się do tej grupy) nie polecam kupowania książek w wersji papierowej, bo w końcu z jakiegoś powodu przestawili się na książki elektroniczne

(mniej waży, można czytać w nocy, na wakacje zabiera się przedmiot ważący tyle co lekka książka, otwiera się na ostatnio czytanej stronie – nawet jeśli jednocześnie czytam kilka książek, całą bibliotekę mam zawsze przy sobie, a do mnie przemawia jeszcze argument, że jest bardziej ekologiczne – w ogólnym rozrachunku).

Jak więc podarować książkę?

1) na ładnie zapakowanym pendrive lub karcie pamięci (z tym, że to podnosi koszt prezentu)
2) podarujcie pudełeczko z listem, w którym napiszecie, co jest prezentem (to może być tytuł książki i krótki opis z okładki, albo zdjęcie okładki/książki w papierowej wersji, albo… bardziej osobisty opis dlaczego akurat tę pozycję wybraliście), a plik wysyłacie na maila chwilę przed wręczeniem prezentu, wszak w dobie smartfonów, to żaden problem.

Audiobook?
Tak jak w przypadku ebooka, tylko że w punkcie 2 – ze względu na wielkość – w grę wchodzi wystawienie na chmurze.

Problemem są abonenci ebooków i audiobooków, bo musielibyście dokładnie sprawdzić, czy pozycja którą chcecie kupić jest w zasobach danej wypożyczalni.
W przypadku tej grupy sugeruję dużą ostrożność przy wyborze książki jako prezentu.

JAK WYBRAĆ KSIĄŻKĘ

No cóż musicie mieć dobre rozeznanie co dana osoba czyta.

To, że Wy kochacie kryminały nie oznacza, że kryminał będzie idealną pozycją (Was historia wciągnęła i spędziliście noc z książką w ręce, ale nie każdy musi śledzić z zapartym tchem rozwiązywanie zagadki morderstwa popełnionego w podwarszawskim lesie).
Oczywiście odnosi się to do dowolnego gatunku.

Sama mam problem z tym, że pokochałam całym sercem kilku autorów i tak bardzo bym chciała się tą miłością podzielić, ale nie wszyscy odnajdą się z taką samą łatwością w świecie urban fantasy.
Mole książkowe, jak wszyscy pasjonaci, mają to do siebie, że chętnie o książkach dyskutują, więc łatwo poznać ich czytelnicze preferencje (jeśli czytają książki papierowe, to dużo Wam powie ich biblioteczka).
Dowiecie się więc bez problemu, czy ktoś czyta to co mu padnie w ręce, czy jest rozkochany w biografiach, czy może pasjonują go książki podróżnicze.

To już będzie jakaś wskazówka, ale wcale dużo łatwiej nie będzie, choć niby wybór już będzie ograniczony.
Załóżmy, że wiemy, iż ten Ktoś czyta kryminały. Czy kupić mu najnowszą książkę poczytnej autorki/autora, coś z topki sprzedaży.
Odradzam topkę, bo istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ta osoba sama sobie książkę już kupiła, albo, że dostanie ją od kogoś innego.

A z fanami danego autora jest tak (sama jestem w grupie sympatyków książek Anety Jadowskiej, czy Mileny Wójtowicz), że dowiadują się jako pierwsi, że Ich Autor/ka złożył w wydawnictwie książkę oraz kiedy zostanie wydana, umieszczają linki do preorderów… No cóż tak jakoś.
Ale niektóre wydawnictwa, jak SQN, mają gadżety, które towarzyszą tym pozycjom.
Dobrym prezentem może być to, że… przeczytacie, którąś z polecanych książek, a wtedy wybór będzie jeszcze łatwiejszy.
Co więcej będziecie wiedzieli dlaczego fani twórczości Anety Jadowskiej jeżdżą do Ustki i dlaczego są pożeraczami krówek, albo z jakiego powodu koniecznie trzeba odwiedzić Toruń, czy czego szukać po drugiej stronie Wisły.
Zawsze możecie przygotować quiz na temat twórczości, albo bohaterów, albo kupić coś co do tych książek nawiąże.

A jeśli nie jesteście gotowi na tak wielkie „poświęcenie:, to sprawdźcie może ten Ktoś napisał długi list do Świętego i wystarczy skonsultować się z rodziną , gdzie ten list jest i co się w nim znajduje oraz, czy coś z tej listy wybrali?

O listach do Świętego napiszę 6 grudnia.

Szukajcie, kopcie, rozmawiajcie z innymi, czytajcie recenzje…

W każdym przypadku zachowajcie paragon, a do książki dołączcie liścik, że jeśli już ma, to bez problemu wymienicie na pozycję, która ta osoba wskażę!
Moje marzenie, to apka, w której podam co czytałam (autorów, tytuły) i ocenię co mi się podobało (a co nie), a ona wskaże mi po co powinnam sięgnąć.
Należę bowiem do tej grupy, którą przeraża widmo „pustej lodówki”.
Teraz czytam „Harde baśnie” (polecam, właśnie się ukazały, a dodatkowo sprzedaje je tylko wydawnictwo SQN i to się nie zmieni, więc nikt nie pójdzie do EMpiku, czy do innej sieciówki i jej nie kupi) równolegle z „Netflix to się nigdy nie uda” (jestem zachwycona, jeśli kiedykolwiek myśleliście o własnej firmie, albo macie Plan, to konieczni sięgnijcie po tę pozycję. A jeśli znacie jakiegoś Reeda… to ja bym chętni spędziła z nim choć 20 minut).
Za mną właśnie „Wigilijne opowieści” (w jednym z  kolejnych wpisów podzielę się wrażeniami) i pytanie, ale „co czytać?”

Na mojej liście prezentów, które chciałabym dostać (w tej kategorii) znajduje się taka lista z polecanymi pozycjami.
Najlepiej na cały rok:)

Molowi książkowemu można kupić  (lub dokupić/dorobić):

  • zakładkę/zakładki (o ile ten Ktoś nie gubi zakładek lub nie przedkłada nad zakładki zaginania rogów, ewentualnie nie wykorzystuje w celu zaznaczania gdzie czyta papierków, paragonów itp.)
  • etui/okładkę na książkę
  • ozdóbcie, albo oddajcie do zdobienia artystycznego ulubioną pozycję Ktosia (sugeruję kupić inny egzemplarz niż Ktoś ma w biblioteczce)

EBOOK

  • okładkę na czytnik (coś w guście Ktosia, nie Waszym)

A jeśli jesteście zdesperowani, to kupcie voucher do ulubionej księgarni (nie Waszej! Ktosia)?
Do przemyślenia, nie twierdzę, że nie może być to trafiony pomysł.

 

Mój prezent dla Was na dzisiaj?

Kilka pozycji książkowych, które umiliły mi czas zaczynając od najnowszych:

FANTASY, a głownie URBAN FANTASY

Milena Wójtowicz napisała fantastyczne dwie książki Post Scriptum i Vice Versa, zabawne, zaskakujące i wciągające urban fantasy z bohaterami, którzy parają się… BHP (magicznym, a jakże) oraz coachingiem (też dla nienormatywnych). Genialne. Czytałam 3 razy i pewnie jeszcze nie raz wrócę.
Dopiero co ukazały się dwa zbiory opowiadań, wśród których znajdziecie próbki pisarstwa tej Autorki („Wigilijne opowieści” oraz „Harde baśnie”). To może być niezły start, choć… polecam zacząć od razu od Post Scriptum.
Ja sięgnęłam także po inne powieści. „Podatek” i „Załatwiaczka” podobały mi się, ale tak na 4+. „Wrota” porzuciłabym, gdyby nie to, że wcześniej czytałam wymienione 4 pozycje, a potem coś załapało i „Wrota 2” już mnie pochłonęły. To taka bajka, ale nie tak słodka jak te, które znacie z dzieciństwa.

 

Aneta Jadowska… Zaczęłam od serii o Nikicie („Dziewczyna z Dzielnicy Cudów”, „Akuszer Bogów”, „Diabelski młyn”), której akcja osadzona jest w alternatywnej Warszawie, a bohaterka jest płatnym zabójcą potworów. W tych książkach jest akcja, humor i dużo mądrości. Genialnie napisane, a świat realny mimo, że fantastyczny. Potem zaczęłam czytać już w porządku chronologicznym wszystko co Aneta Jadowska napisała. Dora Wilk ma rzeszę fanów i wielu z Was też ją pokocha. Wolę Nikitę, bo Dora jest – jak dla mnie – zbyt super (kiedy przeczytacie zrozumiecie, ale cała historia Dory i jej przyjaciół, nawiązania do różnych mitologii… To cykl od którego nie można się oderwać.
Jeśli zakochacie się w twórczości tej Autorki, to bonusem będzie to, że ma na koncie w sumie 11 powieści (w 3 cyklach) oraz 3 zbiory opowiadań je łączące. Dodatkowo 2 lekkie kryminały (lekkie jako kryminały, bo oba z głębszym przesłaniem).
A to co najsłodsze, to to że Aneta Jadowska ma zapełnione notesy i plan 5-letni, więc jest na co czekać.
Proponuję, żebyście zaczęli albo od wydanego w zeszłym roku zbioru opowiadań „Dynia i jemioła”. Jest w nim i Dora i Nikita i inni bohaterowie, więc możecie ich poznać i sprawdzić, czy ich polubicie (no i czy odpowiada Wam ten gatunek i ten styl).

Andrzej Sapkowski i cykl wiedźmiński  (włącznie z Sezonem burz) był do tego stopnia na czele mojej listy czytelniczej, że wybrałam sobie potwory z tej serii jako obiekt badawczy do mojej pracy licencjackiej (z zakresu traduktologii). Miałam frajdę, bo mogłam czytać, ba studiować, moje ulubione książki i to dodatkowo po polsku i po włosku;)
Trylogię husycką przeczytałam, bo jeśli kochasz jakiegoś Autora, to… kochasz i już, ale… to nie dla mnie.
Wiedźmina nie zdradzę i będę do niego wracać, bo za każdym razem odnajduję coś nowego, coś pięknego i za każdym razem wpadam do tego świata i nie mogę się z niego wydostać.

Jonathann Carroll – amerykański pisarz, którego pokochali Polacy do tego stopnia, że wszystkie Jego książki ukazały się po polsku, ale nie wszystkie pojawiły się na rynku anglojęzycznym. Świat Carrolla, to świat, w którym to co fantastyczne pojawia się tak niepostrzeżenie, że długo możecie pozostawać w nieświadomości, że powieść należy do gatunku fantasy, Kraina Cichów, to mistrzostwo. Kolejne z powieści z serii „Answered Preyers” mają w sobie sporo mroku.
Zacznijcie albo od Krainy Chichów, albo – raczej – od zbioru Kobieta, która wyszła za chmurę (The Woman Who Married a Cloud), ewentualnie od „Ucząc psa czytać”. Właśnie sprawdziłam, że przegapiłam ostatnią premierę – i już gwiazdka zaświeciła, a Moja Lepsza Połówka ma dla mnie prezent na Mikołajki.

 

Neil Gaiman… Oglądaliście może Nomen omen? Lucyfera? Albo Gwiezdny pył? Jeśli te światy Was intrygują, to sięgnijcie po książki/opowiadania Neila Gaimana.
Mnie do gustu nie przypadła jedynie – uznawana za jedno z najważniejszych dzieł tego Autora – powieść Amerykańscy bogowie, ale Wam może się spodoba.

Anna Lange, niestety tylko jedna powieść, ale za to niesamowita „Clovis la Fay. Magiczne akta Scontland Yardu” – warte przeczytania.

Dołączyłabym jeszcze Stefano Benni, ale nie czytałam nic po polsku. Jeśli znacie włoski, to zachęcam.

Z fantastyki… dawno dawno temu, jednym z pisarzy, który mnie ukształtował był Jacek Sawaszkiewicz i jego Kronika Akaszy.
To było na długo przed Matrixem,  Raportem mniejszości, Wyspą, Incepcją…

Z grubsza to po co sięgnęłam nie jeden raz.

Jest też oczywiście sporo czytadeł, które potrafią wciągnąć, jak np. książki Trudy Canavan.

A zmieniając gatunek…

KRYMINAŁY

Ponieważ jestem zachwycona serią Elementary oraz Scherlock, to postanowiłam sięgnąć po opowiadania Arthura Conan Doyle’a by wiedzieć czym różnią się ekranizacje od pierwowzoru. I… po pierwsze przeczytałam WSZYSTKO, po drugie… zdumiało mnie jak… hmmm… słabe są te opowiadania w porównaniu z ekranizacjami. Nie mówię, że tego nie czyta się dobrze, ale świat się zmienił i pisarstwo także. Plus, że przez dłuższy czas nie musiałam myśleć „co następne”.

Zupełnie inaczej było z książkami Agathy Christie. Pierwszą książkę „dostałam” od przyjaciółki (Lideczko bardzo Ci dziękuję). Albo było to Pięć małych świnek, albo Dziesięciu małych Murzynków/I nie było już nikogo. Nie udało mi się odgadnąć kto był mordercą w ŻADNEJ z Jej książek. Przeczytałam wszystko, po kolei. Oczywiście są wśród tych kryminałów lepsze i gorsze, ale jest ich duuużo;)

Współczesne kryminały? Czytałam Puzyńską, ale dla mnie opisy miejsc zbrodni są zbyt opisowe i cierpiałam. Po trzeciej – bodajże – książce odpuściłam sobie.
Seria o Chyłce Remigiusza Mroza, ma na pewno potencjał, ale ilość powtórzeń (ile razy można pisać, i to tymi samymi słowami, że bohater miał dobry węch…, podam dla przykładu), prosty język zniechęciły mnie. Takie pisanie na kolanie nie przemawia do mnie. Doceniam dobry styl i piękno języka, poetykę.
DO pewnego momentu zaczytywałam się w Cohenie Harlanie, ale chyba na zasadzie wciągającej historii.

inne POWIEŚCI

Jarosław Mikołajewski: Wielki przypływ  być może zmieni Wasze spojrzenie na migrację.
Dolce vita – różne konwencje… Przeczytajcie koniecznie. Ja chętnie sięgnę po kolejne powieści Mikołajewskiego.  

Netflix. To się nigdy nie uda – polecam, genialne. Jeszcze czytam, a już marzę o spotkaniu z Reedem, bądź „Reedem”. No i na pewno przeczytam Gdy regułą jest brak reguł (Mikołaju…).

Alessandro Baricco – nie do każdego trafi, ale jeśli pokochacie, to dostaniecie – poza dawką poezji (to proza, ale czyta się jak poezję) niezłą lekcję historii i to tak między wierszami. Przeczytajcie Jedwab. A potem Novecento, a potem Ta historia… Po prostu zacznijcie.

I kilka innych pozycji, które zrobiły na mnie wrażenie

Amy Stewart: Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna

Jean-Paul Diderlaurent: Lektor z pociągu 6:27

Karlo Ruiz Zafon i jego piękny cykl Cmentarz zapomnianych książek.

Na razie tyle.

Być może jeszcze przed świętami wrócę do tego tematu. Jutro: gry (głownie planszowe).

 

A w duchu świątecznym… BAŁWAN.

Zdjęcia udało mi się zrobić kilka dni temu, bodajże w sobotę kiedy to spadł pierwszy śnieg.
Szybko się stopił, więc bałwan jakiś taki mało wyraźny;)

Nocą pokazuje swoją drugą twarz;)

Całkiem nieźle mu u mnie w domu

i dwa zdjęcia odsłaniające kulisy narodzin bałwana

Do jutra:)