Kraj miodem i mlekiem płynący….

tak myślę o Polsce, więc gdy, kilka lat temu, otrzymałam zaproszenie na ślub do Włoch było dla mnie jasne, że jednym z prezentów może być miód (w tej, czy innej postaci). Musiałam tylko wybrać, czy będzie to czysty miód, czy też wybrać jakiś trunek na miodzie oparty.

Jeśli miód, to pojawiało się pytanie, jaki smak byłby tym, którego Włosi nie znają.
Na naszym rynku do najpopularniejszych należą, jak wiecie, miód:

  • wielokwiatowy,
  • rzepakowy,
  • lipowy,
  • akacjowy,
  • gryczany,
  • spadziowy (ze spadzi iglastej),
  • wrzosowy,

o kilku innych, obecnie już obecnych na rynku, za chwilę.

Wielokwiatowy wykluczyłam na wstępie, ale w kwestii pozostałych konieczne było pewne rozeznanie. Moje poszukiwania rozpoczęłam od miodu rzepakowego (miele di colza). Nie trafiłam, bo Włochy uprawiają rzepak i to znacznie więcej niż Polska (tak z 10 razy więcej;). Skoro są uprawy, to jest i miód.

Jeśli nie kremowo-biały rzepakowy, to może cudownie słomkowy w swym kolorze miód lipowy (miele di tiglio)? Niestety, ale z lipy wyszła lipa. Co prawda lipy rosną w umiarkowanej strefie półkuli północnej, ale we Włoszech nie występują tylko w południowej części Półwyspu.

Miodu akacjowego (miele di acacia) nawet nie szukałam. Akacja, a właściwie robinia, nie jest gatunkiem rodzimym, a inwazyjnym i chyba nikt, co do tego nie ma wątpliwości. Na marginesie, inwazyjna, nie inwazyjna, nie wyobrażam sobie bez niej wakacyjnych miesięcy. W końcu „kwitną akacje idą wakacje”;)

Miód gryczany (miele di grano saraceno) był moim faworytem. Ostatecznie we Włoszech popularna jest kukurydza (i wytwarzana z niej polenta), ryż (i risotto, pamiętacie zdjęcia pól ryżowych we Włoszech? Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć, tak mocno ryż z Chinami mi się kojarzy), no i pszenica (w końcu z czegoś makarony muszą powstawać), ale nie gryka. Nasze uprawy gryki lokują nas na 5 miejscu na świecie (jeśli się nie mylę), a we Włoszech popularna nie jest. Przeczucie mnie nie myliło. Co prawda miód gryczany można kupić i we Włoszech (znalazłam producenta z Marche, pobliskiej Umbrii i… tyle), ale popularny nie jest.

Nie poprzestałam poszukiwań, a kolejny na mojej liście był miód spadziowy (ze spadzi iglastej – melata d’abete). Dodaję, że ze spadzi iglastej, bo taki u nas jest/był sprzedawany. Niestety, z mojego punktu widzenia, miód ten na terenach podgórskich jest wytwarzany, choć nie jest bardzo popularny. Na prezent, więc się nadawał.

Ostatni na mojej liście widniał miód wrzosowy (miele di brugo, miele di erica). Oczywiście, bo w tym momencie oczywiste to już było, i taki miód udało mi się wyszukać. W tym momencie uznałam, że nie tędy droga i postanowiłam obdarować nowożeńców miodem pitnym.

Poszukując gatunków miodu występujących we Włoszech natknęłam się na stronę włoskiej firmy w branży „miodowej” działającej. Ilość gatunków, które mieli w ofercie zachęciła mnie do odwiedzin w ich sklepie firmowym. A jako, że było to „po drodze” do sklepu zawitałam. Znajdujący się w malowniczej krainie Trydentu, u zbocza gór, sklepik Mieli Thun zaoferował więcej niż się mogłam spodziewać. Poza wspomnianymi gatunkami znalazłam tu miód:

  • jabłkowy (miele di melo, ten region – Val di Non – słynie z sadów i jabłek, więc to nie dziwne, pytanie dlaczego u nas, np. w okolicach Skierniewic, Łowicza, takiego miodu nie spóbujemy?),
  • pomarańczowy (miele di arancio),
  • miód koniczynowy (miele di trifoglio),
  • miód ze spadzi liściastej (mile di melata di bosco) – obecnie już do kupienia i u nas,
  • miód mniszkowy (miele di tarassaco) – na marginesie liście mniszka nadają się do jedzenia (nie tylko przez króliki) i są obecne w kuchni włoskiej

oraz bardziej egzotyczne

  • miód kasztanowy (miele di castagno) – oczywiście z kasztana jadalnego, a nie z kasztanowca,
  • miód z nieznanej u nas rośliny – corbezzolo, w Polsce nazywanej chruściną jagodną, poziomkowcem, drzewem poziomkowym, czy truskawkowym,
  • miód słonecznikowy (girasole),
  • miód z kwiatów alpejskich (miele di fiori delle alpi),
  • miód eukaliptusowy (miele di eucalipto),
  • miód z różanecznika (zwanego azalią, bądź rododendronem; miele di rododendro),
  • miód z karczocha (miele di cardo),
  • miód łubinowy (miele di sulla) – tu mała wycieczka – we Włoszech pierwszy raz jadłam łubin i tam też dowiedziałam się, że również w Polsce się go jada, a właściwie jadało;
  • miód z bluszczu (miele di edera),
  • miód z lucerny (miele di erba medica),
  • miód z albero di paradiso („rajskiego drzewa”, czyli bożodrzewa, podobnież dość często i u nas uprawianego, ale znalazłam informację, że od kilku lat jego uprawianie, posiadanie, czy sprzedaż wymaga specjalnego pozwolenia),

a także aromatyczne miody z ziół, które raczej nadają się do mięs jako przyprawy niż słodki dodatek:

  • kolendrowy (miele di coriandolo)
  • rozmarynowy (miele di rosmarino)
  • tymiankowy (miele di timo) – przy okazji dowiedziałam się, że macierzanka należy do tej samej rodziny co tymianek właściwy.

Te ostatnie nie przypadły mi do gustu, były zbyt intensywne, a do mięs rzadko miodu używam.

Zachwycił mnie miód jabłkowy, a do egzotycznych na pewno można zaliczyć kasztanowy. Odkąd można kupić miód ze spadzi liściowej stale gości w mej kuchni.

Z podróży do Grecji przywiozłam miody z orzechami i owocami, a z Chorwacji lawendowy, który okazał się być miodem aromatyzowanym. Jak dla mnie był zbyt „mydlany”;)

Dobrze jest pamiętać, że miody wielokwiatowe mają różny smak w zależności od tego skąd pochodzą.

W sklepie Mieli Thun miałam okazję próbować certyfikowanych miodów „czystych” (z jednego gatunku) oraz z przewagą danej rośliny. Okazało się, że smaczniejsze są te… z domieszkami.

O rzadko goszczących u nas miodach typu faceliowy pisałam

A na koniec coś o cenach. W Piotrze i Pawle znalazłam miód, którego cena za 1kg kształtuje się na poziomie 400zł – miód Manuka. Pochodzi z Nowej Zelandii, ma „super” właściwości, ale przy tej cenie wolę popróbować innych:)

Smacznego