Pierwszym moim witrażem wykonanym techniką Tiffaniego był oczywiście anioł.
Dlaczego anioł? Bo to jedna z najprostszych form. W sumie tylko trzy elementy plus kaboszon, kawałek drutu i mamy aniołka. Obiecałam sobie, że to pierwszy i ostatni anioł. Ale jak się to ma do sówek? Ano tak, że rezygnacja z aniołów nie oznacza, że nie zamierzam sięgać po wzory cieszące się powodzeniem, a sowy ostatnio są na topie:)
Nie będę ukrywać, że projekt tego witraża jakkolwiek w 100% mój był inspirowany wzorami sówek, niekoniecznie wykonanych w technice witrażowej, które znalazłam w internecie. A że popyt (i podaż) na sowy nie zmniejsza się toteż materiału na którym mogłabym się w jakiś sposób wzorować nie brakowało.
Wiedziałam, że nie chodzi mi o jakąś super poważną sowę, a o coś miłego dla oka.
Najbliższe mojemu wyobrażeniu były sowy szyte lub wyszywane.
Ostatecznie sowy stały się nieco trójwymiarowe dzięki swym oczom.
To prosty projekt, bo ciało sowy składa się z czterech głównych elementów plus dwa kawałki na nogi.
Najtrudniejszym elementem są oczy dziób i właśnie te nogi.
Problemem nie jest ich wycięcie, ale oszlifowanie, a potem oklejenie.
W efekcie sówki pochłaniają sporo czasu. Na szczęście są bardzo wdzięczne jeśli chodzi o prezentację.
Sówki, które możecie zobaczyć na zdjęciach odleciały do nowych właścicieli, ale z pewnością powstaną kolejne, bo to bardzo sympatyczne ptaszki;)