Z reguły śniadań nie jadam. Wiem, wiem… to podstawa dnia itd. itd.
Może gdybym pracowała ciężko fizycznie zaczęłabym tę regułę stosować, ale ponieważ tak nie jest, a dodatkowo późno jadam kolacje, śniadania w moim domu pojawiają się w weekendy w porze około obiadowej. Do niedzielnych rytuałów należą w moim domu naleśniki, o nich napiszę za chwilę. Wpierw chciałabym się podzielić wspomnieniami. W domu moich dziadków na niedzielne śniadania babcia często serwowała jajecznicę. Nie była to jednak zwyczajna jajecznica, a jajecznica z mięsem (cielęciną). Nigdy jej nie przygotowywałam. Nie chodzi o to, że nie umiałabym, bardziej chodzi o to by ten smak pozostał smakiem dzieciństwa.
JAJECZNICA
Rzadko smażę jajecznicę.
Jadać jadam, ale smaży ją głównie moja lepsza połówka.
Staram się wtedy nie wchodzić do kuchni, bo mamy inne poglądy na to JAK jajecznicę powinno się przyrządzić.
Mój mąż rozbija jajka soli, rozgrzewa masło i smaży. Ja jestem zwolenniczką rozbełtania jajek w miseczce i dopiero potem przelania ich na patelnię. Wolę także smażyć jajecznicę na margarynie, bądź na oleju. Masło jest fantastyczne, ale jak dla mnie tłumi smak jajecznicy.
Ile jajek?
Tyle ile chcecie zjeść plus „jedno dla patelni”;) Dwa będą w sam raz, ale jeśli jesteście bardzo głodni…
Kolejna kwestia to długość smażenia.
Dla mnie idealna jajecznica oznacza ścięte białko i lekko płynne żółtko, moja połówka preferuje ścięte i białko i żółtko.
Oczywiście jajecznica, to także dodatki. Oboje lubimy cebulę, a jajecznica z cebulą to przysmak. W takim przypadku zaczynam od rozgrzania patelni z olejem, posiekania cebuli, a następnie jej usmażenia. Cebula smaży się/dusi dość długo. Żeby ciut przyspieszyć ten proces solę cebulę (w takim przypadku nie solę już jajek – jajecznicę bardzo łatwo przesolić). Kiedy cebula jest już szklista dodaję jajka i za chwilę mogę cieszyć się jej smakiem.
Oczywiście do jajecznicy można dodać śmietanę, albo pomidory, albo… co tam wymyślicie.
NALEŚNIKI
Tak jak napisałam – mały niedzielny rytuał.
Nie ma jednego przepisu na naleśniki. Jedyne co zawsze musi znaleźć się w ich składzie, to mąka. Do tego mleko lub woda, albo miks wody i mleka. Niektórzy dodają wodę gazowaną. Jajko lub jajka, ale nie są niezbędne. No i sól oraz cukier i olej do smażenia.
Mój przepis:
na 10-12 naleśników
Na dwóch patelniach – niezależnie, czy smażycie dla jednej, dwóch, czy więcej osób – rozgrzewam po łyżeczce oleju (ja używam ryżowego lub z pestek winogron, gdyż nie mają smaku), albo margaryny. Nie dodaję masła, gdyż się pali w wysokiej temperaturze. Patelnie MUSZĄ być na prawdę porządnie rozgrzane. używam niezbyt dużych patelni 22-24 cm.
2 jajka
szklanka lub więcej mleka
szklanka mąki pszennej (na początek)
Ilość mąki i mleka należy zmodyfikować w zależności od gęstości ciasta. Mąki są różne, więc po dodaniu podanej ilości gęstość należy wyregulować mlekiem i mąką. Do zbyt rzadkiej masy dodajemy mąkę (2 łyżki) i miksujemy, do zbyt gęstej dodajemy po trochu mleka i miksujemy. Przy bardzo płynnym cieście naleśniki wyjdą cieniutkie, przy gęstym grube. Należy wypośrodkować. Właściwą konsystencję osiągamy metodą prób i błędów. Ja używam miksera, ale można posłużyć się trzepaczką (choć wtedy naleśniki będą wymagać włożenia w nie pracy).
No i smażymy. Wlewamy po pół łyżki wazowej na patelnię, podnosimy patelnię i rozlewamy ciasto po jej powierzchni (patelnia w tym czasie studzi się). Czekamy aż ciasto usmaży się (na zdjęciach poniżej widać jak ciasto zmienia się w trakcie smażenia) – najczęściej trwa to około minuty, może ciut więcej. i przekładamy na drugą stronę. Przy pomocy łopatki jest to bardzo proste. Można równie dobrze zrobić to widelcem lub szeroką łopatką. Po drugiej stronie smażymy kilkanaście sekund.
Przekładamy usmażone naleśniki na talerz jeden na drugi. Dzięki temu nie wystygną, a wszyscy będą mogli jednocześnie je zjeść.
Jak przełożyć naleśnik z jednego półmiska na drugi bez mocowania się z nim? Wystarczy posłużyć się widelcem lekko wbijając go w krawędź, nawinąć na widelec, przełożyć i rozwinąć. Voilà:)
Do tego już tylko dżem z czarnej porzeczki, albo z czeremchy, albo nutella, albo…
Ja już się ślinię… Chyba czas coś zjeść;)