Mieć trosk tyle, co motyl i móc ulecieć gdzie się chce…
Chociaż pytanie, czy motyl nie ma zmartwień (typu śnieg lub deszcz, silny wiatr itp.), i czy faktycznie może polecieć tam gdzie mu się zamarzy…
Faktem jest, że motyle, to cudne stworzenia, a w każdym razie ich dorosła postać (choć ja kocham i gąsienice;)
Całkiem niedawno pokazywałam Wam efekt mojego – zimowego jeszcze – spotkania z pewnym przedstawicielem gatunku rusałka żałobnik: rusalka-zalobnik/
Najnowsza z latarenek jest efektem tegorocznej, lutowej, wizyty w Muzeum Przyrodniczym w Łodzi (o samym Muzeum za chwilę).
W jednej z gablot przyszpilony był egzemplarz pochodzącego z Nowej Gwinei motyla z gatunku paziowatych o łacińskiej nazwie Papilio priamus L.
Oto zdjęcie gabloty i niewyraźne powiększenie owego przedstawiciela.
Motylowi brakowało blasku i… życia, ale mimo to przykuwał uwagę swym niesamowitym ubarwieniem.
Tak mnie zauroczył, że postanowiłam choć spróbować przenieść go na szkło by mógł świecić właściwym blaskiem (własnym, bądź odbitym).
Taka to historia tejże latarenki:
Po raz pierwszy zastosowałam w latarence szkło przezroczyste.
Motyl miał dzięki temu zyskać na lekkości, a po drugie chciałam zrównoważyć obecność czarnego, nieprzepuszczającego światła szkła.
A oto nocne zdjęcia…
Motyl zielony w towarzystwie czerwonego, który dopiero za jakiś czas się ujawni
A co do wizyty w Muzeum Przyrodniczym w Łodzi…
Czekałam bardzo długo na jego otwarcie.
W dzieciństwie zdarzało mi się w nim bywać, a że zawsze lubiłam przyrodę miało dla mnie jakąś magiczną moc.
Remont położonego w Parku im. Sienkiewicza budynku wyglądał bardzo obiecująco.
Trochę zajęło mi dotarcie do Muzeum, gdyż początkowo było otwarte jedynie raz w tygodniu (w czwartki) i to od 9 do 15.
Potem w związku z pracami toczącymi się w Parku Muzeum zamknięto.
W końcu Park otwarto, a Muzeum zmieniło godziny pracy.
Dodatkowo udało mi się namówić pewną śliczną i mądrą 8-latkę (Lena pozdrawiam Cię gorąco) na zwiedzenie podwojów łódzkiej placówki.
I tu sprawy się skomplikowały, gdyż… panienka, z którą zwiedzałam Muzeum była bardzo świadoma ekologicznie i patrzyła na ten przybytek zupełnie innymi oczyma niż ja. Tam gdzie ja widziałam żywe (niegdyś) zwierzęta ona widziała… ich trupy. Próbowałam tłumaczyć, że eksponaty prezentowane w Muzeum to zwierzęta, które umarły śmiercią naturalną… Pozwólcie mi się łudzić, że tak faktycznie było.
Z drugiej strony jak inaczej przyjrzeć się z bliska niedźwiedziowi, czy panterze śnieżnej?
Wychowałam się na czarno-białej telewizji. Zdjęcia zwierząt, wypchane okazy w muzeach oraz pozamykane w ogrodach zoologicznych jednostki były jedynymi z którymi mogłam obcować. Dzisiaj mamy filmy jakości 4K, filmy trójwymiarowe i możliwość podróżowania po całym świecie.
Ja osobiście cieszę się mogąc obcować z rodzimymi gatunkami.
Na moim podwórku zjawiają się wiewiórki, jeże, a pierwszego roku odwiedzał mnie (no przesadzam – mój ogródek) przez kilka tygodni dorodny jeleń. Na okolicznych polach i w lasach spotykam sarny i zające. Mogę obserwować, nawet i przez okno, wróble, sikorki i sójki, a za chwilę także jeżyki.
Na moich dębach – pewnie już wkrótce – będzie żerował kowalik.
Zimą odkryłam kolonię gili, a kilka kilometrów od domu zdarzyło mi się spotkać wilgę oraz dzięcioła zielonego.
Do tego motyle i inne owady.
Ale ja mieszkam na wsi i mam wyczulone oko.
Odwiedzać więc muzea historii naturalnej, czy nie?
Pozostawiam to do indywidualnego rozważenia.
Podobnie jak wizyty w ogrodach zoologicznych…
A oto kilka zdjęć z niewielkiego Muzeum: Muzeum Przyrodnicze w Łodzi
To co mnie w Muzeum zaskoczyło, to super przyjazna obsługa.
Przykład? W poczekalni jest kanapa. Moja mała towarzyszka po zwiedzeniu muzeum zgłodniała i wyciągnęła z plecaczka serniczek.
Pani z obsługi zaproponowała inne miejsce, które przygotowano dla dzieci by mogły skonsumować swoje drugie śniadanie bez martwienia się o pobrudzenie zamszowego, eleganckiego mebla. Można? Można!
Ja w Muzeum znalazłam sporo inspiracji dla moich latarenek
A skoro o inspiracjach i o motylach mowa…
Pokażę Wam jeszcze dwie latarenki z motylami.
Powstały w zeszłym roku, ale zaprezentowałam je tylko na FB, a są – nieskromnie pisząc – urocze..
Pierwowzorem dla pierwszej z nich był motyl z rodziny rusałkowatych (Nymphalidae) Morpho peleides.
Najczęściej bazuję w moim projektach na samodzielnie wykonanych zdjęciach.
Tym razem zachwyciło mnie to znalezione w przepastnych zasobach internetu.
I zdjęcia z produkcji wraz ze zdjęciem, które posłużyło do stworzenia projektu:
Kolejna z latarenek jest cudownie kolorowa, słoneczna i pozytywna.
I w tym przypadku podstawą nie było moje zdjęcie. Motyl, którego zaraz zobaczycie to anaus plexippus, to wędrowny motyl, podobnie jak ten niebieski, pochodzący z rodziny Nymphalidae. Nazywany jest danaidem wędrownym, monarchem lub monarchą. Występuje od Kanady po Argentynę, w Indonezji, Australii, a także… w Europie. Chciałabym go kiedyś spotkać.
A oto zdjęcia z produkcji oraz pierwowzór:)
…