Pamiętnik początkującego przedsiębiorcy

21 grudnia 2015r.

Data, którą na pewno zapamiętam. Bo to data związana ze spełnianiem marzeń. A moim marzeniem było pracowanie dla siebie, a nie dla innych. To znaczy w ostatecznym rozrachunku zawsze pracuje się dla kogoś, ale ja chciałam być swoim własnym szefem, móc decydować o swoich losach, o tym co robię, a czego nie robię.

Pomysł dojrzewał bardzo długo bo… bo kiedy jest bezpiecznie, a kiedy się pracuje „dla kogoś” jest bezpiecznie, motywacja do skoku na głęboką wodę nie jest zbyt duża, poza tym zawsze „jest czas”.

No więc robiłam wszystko, żeby przestało być bezpiecznie. Nie byłam wystarczająco silna, żeby samodzielnie przeciąć pępowinę, która mnie łączyła ze „źródełkiem”, ale pozwoliłam, żeby owa pępowina sama uschła. Kiedy uschnięcie przybrało realną postać przestraszyłam się. Strach był paraliżujący, wyniszczający bliski destrukcji.

Kiedy jednak nastąpiło ostateczne odłączenie, jak za dotknięciem magicznej różdżki poczułam się wyzwolona. Niby właśnie ten moment powinien mnie totalnie wystraszyć, ale nagle odsłonił się horyzont i zobaczyłam moją przyszłość.

Co było wcześniej, a co później, co się wydarzy?

To wszystko w odcinkach:

  1. Pomysły kontra rzeczywistość
  2. Pozyskiwanie środków
  3. Pierwsze duże zakupy
  4. Rejestracja firmy
  5. Jak się nie dać podejść oszustom w pierwszych dniach istnienia firmy
  6. Przepis na sukces lub porażkę, czyli zakupy w sieci

A skoro to pamiętnik, to tematów będzie przybywać…