Jaja… jak malowane

Posted on Posted in Blog Kulinarny, Blog manualnie, Główna

Ciepło… zimno… ciepło… zimno…

Koniec zimy i początek wiosny igra z nami niczym w dziecięcej zabawie, jeden dzień jest słoneczny i ciepły, a kolejny – jak wczorajszy – ze śniegiem i chmurami. Mimo to świergot ptaków i rozkwitające nieśmiało krokusy oraz podbiał, pierwsze wiosenne motyle cytrynki, nadlatujące pliszki, klęgor żurawi… wszystko wskazuje, że wiosna nadeszła. A wraz z nią nadchodzi Wielkanoc.

Kilka dni temu pokazywałam jaja, które uradują oczy, ale nie są zdatne do jedzenia.

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam moje kraszanki.

Niezbyt przekonuje mnie wykorzystanie do barwienia jajek, które potem miałabym spożyć, sztucznych barwników. W internecie znalazłam sporo przykładów jajek zabarwionych w naturalny sposób. Niektóre były tak cudowne, że postanowiłam sprawdzić, czy to działa i jakie będą efekty.

Na pierwszy ogień poszły buraczki. Ugotowałam wywar, dodałam do niego octu i zgodnie z przepisem ugotowane wcześniej jaja gotowałam w tym wywarze przez kilka minut. I… i nic z tego nie wyszło;) A jajka miały być różowiutkie. Być może dodałam za dużo octu? Nie wiem, co poszło nie tak, ale nie udało się.

Nie poddałam się i spróbowałam ubarwić jaja za pomocą barwnika z czerwonej kapusty. Poszatkowałam kapustę, dodałam soli i suszonych warzyw oraz wody tyle by pokryły kapustę i ugotowałam do miękkości. Odlałam wywar i zalałam nim ugotowane jaja dodając łyżkę octu spirytusowego. Trzymałam je dość długo bo z pewnością z godzinę. A efekt? Taki jaki chciałam uzyskać:

Wszystkie 4 jaja trzymałam jednakowo długo w wywarze, a każde jest inne (dwa były białe, a dwa lekko beżowe) i  tak cudnie szaro-niebieskie. Wykorzystam ten przepis w nadchodzące Święta.

Efekt dodany: pyszna kapusta;) Dodałam do niej jedynie nieco oliwy oraz… gotowane daktyle, trochę masełka i mąki… mniamuśne.

W pustych skorupkach posadziłam rzeżuchę – to inny z pomysłów znalezionych w skarbnicy Pinterestu:

I jeszcze jeden sposób barwienia: prosty i efektowny, ale jajka po takiej operacji raczej niejadalne:

Do zabarwienia wykorzystałam… lakier do paznokci. Do plastikowego pojemnika (przeznaczonego do wyrzucenia, więc np. do opakowania po serku) wlewamy ciepłą wodę do której wlewamy kilka kropli lakieru, zamaczamy jajo obtaczając je (w rękawiczkach), wyjmujemy, suszymy (ja użyłam do tego 4 szpilek z łebkami wetkniętych w kartonowe pudełko tak by jajko miało jak najmniejszą powierzchnię styku) i… gotowe;)

A jajka… i bez malowania są doskonałe:)

Jeśli chcecie zobaczyć inspiracje wielkanocne, które i może Was zachęcą do kreatywnej zabawy przeświątecznej, świątecznej i… poświątecznej, to zapraszam: https://pl.pinterest.com/lange0069/wielkanoc/